Było wiele propozycji dokąd będzie kolejny wyjazd , padło na Amerykę Południową a konkretnie Columbię i Ecuador . Jak przed każdą wyprawą zadanie zakupu biletów powierzyliśmy naszemu guru i tym razem nie zawiódł po miesiącu przeszukiwania portali lotniczych portale wymiękły, pewnie miały dość bo ciągle blokował im serwery, w końcu wygrał i znalazł bilety jak zwykle prawie za darmo !!! Marek kontra linie lotnicze 1 : 0 . Jedno kliknięcie myszką i marzenie stało się faktem bilety kupione i nie ma odwrotu . Zaczyna się czas przygotowań , najbardziej przez nas ” lubiany”, po raz koleiny wracają pytania … co wziąć ??? …w co i jak się spakować ??? … żeby tylko nic nie zapomnieć !!! Bilet i plecak ważna rzecz lecz aby wyprawa się udała najważniejszy jest dobry plan i tu wspaniałym doradcą jest internet oraz jego nie ograniczona pojemność , wiele osób zwłaszcza młodych zada pytanie , jak kiedyś podróżowano ? , bo dzisiaj jak czegoś lub kogoś nie ma w internecie to nie istnieje !!! Czytaj dalej
Przygoda wzywa !!! Czas ruszać w drogę…
Huurrrra !!! Jesteśmy w domu
Nie chcę się powtarzać ale znowu wszystko się udało , plan zrealizowany w 150% i szczęśliwie dotarliśmy do domu. Myślę że udało nam się w naszym blogu wyłuskać z całej wyprawy to co najlepsze i opisać w kilku słowach , a także pokazać na paru zdjęciach . Cieszymy się że ktoś w ogóle to czytał , a może nawet nasze przygody zachęcą parę osób do podróżowania w ten sposób. Przepraszamy że nie zawsze odpowiadamy na wasze komentarze lecz albo nie ma czasu , albo nie ma dostępu do sieci , jedno możemy zagwarantować , że wszystkie wpisy czytamy i bardzo się cieszymy bo komentując jest tak jak byście z nami podróżowali mimo że wirtualnie . Czytaj dalej
Wszędzie dobrze ale w… BANGKOKU najlepiej
Zbiórka przed hotelem o 6 rano, pakujemy się w małego busika i wyjeżdżamy w stronę granicy z Tajlandią , zadanie na dziś to pokonać 700 kilometrów dzielących nas od Bangkoku , a właściwie to od Damnoen Saduak, czyli pływającego targu. Droga najpierw całkiem przyzwoita, wkrótce osiąga kambodżański standard , ok 160 kilometrów pokonujemy w 4,5 godziny, przejeżdżając przez T A K I E dziury, że czasem strach się bać , jedziemy w stronę Koh Khong , pokonując góry o jakże pięknie brzmiących nazwach Kardamonowe i Słoniowe , mijając po drodze znaki ostrzegające przed zderzeniem ze …..słoniem. NA granicy jak to na granicy, plecaki na plecy, formalności wyjazdowe, plecaki na plecy – formalności wjazdowe – kontrola bagaży – oj dużo ryzykowali – my sami boimy się do nich zaglądać, jeszcze tylko kilka przekleństw rzuconych w stronę „malarza”, który nie zdając sobie z tego sprawy wymalował dodatkowe wzorki (świeżo malowana ławka) olejnicą na plecakach Kamili i Basi…i jesteśmy w Tajlandii. Czytaj dalej
Parę dni w raju … czyli na wyspie Koh Rong Samloem
Szczęście nas nie opuszcza. Wynajętymi tuk-tukami docieramy do dworca autobusowego, gdzie kupujemy bilety na autobus ,który wyjechał (wg rozkładu) pół godziny temu. Po godzinie oczekiwania jedziemy w stronę jedynego morskiego portu Kambodży Sihanoukville. Docieramy dość późno , więc zostajemy na nocleg przy najbardziej popularnej – Occheutal Beach, PIĘKNA WODA, 30 STOPNI, mnóstwo knajpek oferujących cudowne owoce morza za grosze… Korzystamy pełnymi garściami, a właściwie żołądkami, popijając piwem za 70 centów .Budzimy się rano by wyruszyć w stronę wysp, a właściwie jednej upatrzonej Koh Rong Samloem, małe perypetie… i o mało co , a właściwie jeden brakujący bungalow minęlibyśmy się z RAJEM , dobra bogini kambodżańskich mórz (jesteśmy nad M.Adamańskim) Ya-Mao czuwała nad nami i poprowadziła nas na rajskie białe plaże. Czytaj dalej
Z Krainy Nic Nierobienia Do Kambodży
Sorry byliśmy w raju a tam nie ma zasięgu ale postaramy się to szybko nadrobić !!!!
Łatwo zarażamy się senną atmosferą wysepki Don Det i rzeczywiście to działa, wszystko jakby spowalnia, a może sekundy są dłuższe??Wypożyczamy rowery i niespiesznie podążamy w stronę bliźniaczej wysepki Don Khon. Wysepki spięte są wybudowanym jeszcze przez Francuzów mostem, który powstał w ramach ambitnego projektu udrożnienia transportu Mekongiem. W pierwotnej wersji most kolejowy, teraz gdy niemym świadkiem dawnych czasów pozostały tylko dwie zardzewiałe lokomotywki , dawne torowisko to lokalna droga służąca nam jako ścieżka rowerowa. Wjeżdżając na wyspę płacimy 25 000 kip, będących jednocześnie opłatą za wizytę w malowniczych wodospadach Donkhone-Samphamit. Czytaj dalej
Kierunek Se Phan Don
Ruszamy na południe Laosu,ponieważ przejazd autobusami zajął by nam ok.30 godzin,korzystamy z usług laotańskich lini lotniczych.Samolot niewielki,prawie pusty w półtorej godziny przenosi nas do prowincjonalnego Pakse.Upał uderza niczym obuch,tak na oko 38-40 stopni,pośpiesznie negocjujemy cenę przejazdu do Champasack i ruszamy zdezelowanym vanem dalej.Kierowca niczym mantre powtarza Markowi coś w kółko,a dodatkowo prowadzi bardzo niepewnie, od lewej do prawej jednocześnie pisząc smsy,kręcimy się nerwowo na fotelach,Araś niewytrzymuje i w iyszarpuje kierowcy telfon,z obrażonym ale uważniejszym kierowcą docieramy do celu. Czytaj dalej
Oczarowani Laosem
Kolejny poranek wita nas ciepłem i słońcem. Idziemy odebrać nasze zamówione dzień wcześniej kanapki. Nasza wcześniej zapoznana roześmiana sprzedawczyni( dziś bez humoru) sugestywnie przekazuje Jackowi informacje, że wkurzył ją stojący obok mąż-skąd my to znamy? Pakujemy się na tuk- tuka i ruszamy do rzecznego portu , z którego mamy wyruszyć slow boutem.W nadrzecznej knajpce czekamy jeszcze godzinę ,aż dotrą inni podróżni. Niektórzy z nas wykazują się dużą odwagą i korzystają z barowej, położonej za płotem toalety, ale ogólnie jest bardzo miło z wszystkich stron rozlega się wszechobecne sabadee( dzień dobry po laotańsku) i widzimy roześmiane oczy. Czytaj dalej
Przeprawa do Laosu
Ruszamy dalej w stronę Laosu . Porannym busem, pokonując setki zakrętów przypominających co udało się zjeść na śniadanie, docieramy do stolicy prowincji Chiang Mai, miasto duże ,przedmieścia ogromne tak ok 700 tys mieszkańców, zmiana dworca , dłuuuuga kolejka po nowe bilety tym razem do Chiang Rai,przymusowa 3 godzinna przerwa w oczekiwaniu na autobus ,wypełniona poszukiwaniem kantoru, walką zżerającym Markowi kartę bankomatem oraz konsumpcją w dworcowej szybkiej garkuchni. Czytaj dalej
Pai Miasteczko Backpakersów
6.00 rano docieramy do Chang Mai , jemy zupkę w ulicznym barze , taki mały podkładzik dla żołądka na cały dzień. 8.30 ruszamy dalej do Pai, gdzie zamierzamy zabawić dwa dni. Dojeżdżamy ok. 12.00. Podoba nam się… chyba zostaniemy dłużej ??? . Szukamy mety. Pierwsza za 250 batów ( hmm dupci nie urywa) następna za 400 batów (tylko dwa pokoje), jeszcze kilka i w końcu… bingo , królestwo zieleni ,chatki przykryte liśćmi ,wystylizowane dla białasów. Należy nam się trochę luksusu więc bierzemy, pomimo wysokiej ceny, nasz budżet jest jeszcze całkiem , całkiem, więc raz się żyje. Zostawiamy plecaki i ruszamy w poszukiwaniu przygody…. nie wiadomo kiedy mkniemy naszymi rumakami (bajkami – skuterami ) w kierunku wodospadu . Czytaj dalej
No i się zaczeło !!!
Wszystko dopięte na ostatni guzik , ruszamy na kolejną wyprawę … najwspanialsze i najtańsze biuro podróży Marian Travel zaproponowało Azję . Podróż zaczynamy na lotnisku w Berlinie. Na lotnisko docieramy zgodnie z planem. Do bramki niezła kolejka próbujemy bokiem, niestety Niemcy cofają nas na koniec kolejki , kto w końcu przegrał wojnę ?? Zadajemy sobie pytanie…. spoko stwierdziliśmy , że kochamy ich mimo wszystko . Jako ostatnich bukują nas w samolocie , ach ta przyjaźń , nie jest źle siedzimy obok siebie. Sześć godzin i jesteśmy w Katarze . Samolot spoko, podają whisky , dają prezenty dzisiaj to rzadkość. Na lotnisku kilka rozdań w makao z nowo poznanymi znajomymi (pozdrowienia dla Andrzeja , Marzanny i ich przyjaciół powodzenia na targach w Hong Kongu). Czytaj dalej


Filipiny
Najnowsze komentarze