Szczęście nas nie opuszcza. Wynajętymi tuk-tukami docieramy do dworca autobusowego, gdzie kupujemy bilety na autobus ,który wyjechał (wg rozkładu) pół godziny temu. Po godzinie oczekiwania jedziemy w stronę jedynego morskiego portu Kambodży Sihanoukville. Docieramy dość późno , więc zostajemy na nocleg przy najbardziej popularnej – Occheutal Beach, PIĘKNA WODA, 30 STOPNI, mnóstwo knajpek oferujących cudowne owoce morza za grosze… Korzystamy pełnymi garściami, a właściwie żołądkami, popijając piwem za 70 centów .Budzimy się rano by wyruszyć w stronę wysp, a właściwie jednej upatrzonej Koh Rong Samloem, małe perypetie… i o mało co , a właściwie jeden brakujący bungalow minęlibyśmy się z RAJEM , dobra bogini kambodżańskich mórz (jesteśmy nad M.Adamańskim) Ya-Mao czuwała nad nami i poprowadziła nas na rajskie białe plaże. Czytaj dalej
Dziennik z wyprawy
Parę dni w raju … czyli na wyspie Koh Rong Samloem
Z Krainy Nic Nierobienia Do Kambodży
Sorry byliśmy w raju a tam nie ma zasięgu ale postaramy się to szybko nadrobić !!!!
Łatwo zarażamy się senną atmosferą wysepki Don Det i rzeczywiście to działa, wszystko jakby spowalnia, a może sekundy są dłuższe??Wypożyczamy rowery i niespiesznie podążamy w stronę bliźniaczej wysepki Don Khon. Wysepki spięte są wybudowanym jeszcze przez Francuzów mostem, który powstał w ramach ambitnego projektu udrożnienia transportu Mekongiem. W pierwotnej wersji most kolejowy, teraz gdy niemym świadkiem dawnych czasów pozostały tylko dwie zardzewiałe lokomotywki , dawne torowisko to lokalna droga służąca nam jako ścieżka rowerowa. Wjeżdżając na wyspę płacimy 25 000 kip, będących jednocześnie opłatą za wizytę w malowniczych wodospadach Donkhone-Samphamit. Czytaj dalej
Kierunek Se Phan Don
Ruszamy na południe Laosu,ponieważ przejazd autobusami zajął by nam ok.30 godzin,korzystamy z usług laotańskich lini lotniczych.Samolot niewielki,prawie pusty w półtorej godziny przenosi nas do prowincjonalnego Pakse.Upał uderza niczym obuch,tak na oko 38-40 stopni,pośpiesznie negocjujemy cenę przejazdu do Champasack i ruszamy zdezelowanym vanem dalej.Kierowca niczym mantre powtarza Markowi coś w kółko,a dodatkowo prowadzi bardzo niepewnie, od lewej do prawej jednocześnie pisząc smsy,kręcimy się nerwowo na fotelach,Araś niewytrzymuje i w iyszarpuje kierowcy telfon,z obrażonym ale uważniejszym kierowcą docieramy do celu. Czytaj dalej
Oczarowani Laosem
Kolejny poranek wita nas ciepłem i słońcem. Idziemy odebrać nasze zamówione dzień wcześniej kanapki. Nasza wcześniej zapoznana roześmiana sprzedawczyni( dziś bez humoru) sugestywnie przekazuje Jackowi informacje, że wkurzył ją stojący obok mąż-skąd my to znamy? Pakujemy się na tuk- tuka i ruszamy do rzecznego portu , z którego mamy wyruszyć slow boutem.W nadrzecznej knajpce czekamy jeszcze godzinę ,aż dotrą inni podróżni. Niektórzy z nas wykazują się dużą odwagą i korzystają z barowej, położonej za płotem toalety, ale ogólnie jest bardzo miło z wszystkich stron rozlega się wszechobecne sabadee( dzień dobry po laotańsku) i widzimy roześmiane oczy. Czytaj dalej
Przeprawa do Laosu
Ruszamy dalej w stronę Laosu . Porannym busem, pokonując setki zakrętów przypominających co udało się zjeść na śniadanie, docieramy do stolicy prowincji Chiang Mai, miasto duże ,przedmieścia ogromne tak ok 700 tys mieszkańców, zmiana dworca , dłuuuuga kolejka po nowe bilety tym razem do Chiang Rai,przymusowa 3 godzinna przerwa w oczekiwaniu na autobus ,wypełniona poszukiwaniem kantoru, walką zżerającym Markowi kartę bankomatem oraz konsumpcją w dworcowej szybkiej garkuchni. Czytaj dalej
Pai Miasteczko Backpakersów
6.00 rano docieramy do Chang Mai , jemy zupkę w ulicznym barze , taki mały podkładzik dla żołądka na cały dzień. 8.30 ruszamy dalej do Pai, gdzie zamierzamy zabawić dwa dni. Dojeżdżamy ok. 12.00. Podoba nam się… chyba zostaniemy dłużej ??? . Szukamy mety. Pierwsza za 250 batów ( hmm dupci nie urywa) następna za 400 batów (tylko dwa pokoje), jeszcze kilka i w końcu… bingo , królestwo zieleni ,chatki przykryte liśćmi ,wystylizowane dla białasów. Należy nam się trochę luksusu więc bierzemy, pomimo wysokiej ceny, nasz budżet jest jeszcze całkiem , całkiem, więc raz się żyje. Zostawiamy plecaki i ruszamy w poszukiwaniu przygody…. nie wiadomo kiedy mkniemy naszymi rumakami (bajkami – skuterami ) w kierunku wodospadu . Czytaj dalej
No i się zaczeło !!!
Wszystko dopięte na ostatni guzik , ruszamy na kolejną wyprawę … najwspanialsze i najtańsze biuro podróży Marian Travel zaproponowało Azję . Podróż zaczynamy na lotnisku w Berlinie. Na lotnisko docieramy zgodnie z planem. Do bramki niezła kolejka próbujemy bokiem, niestety Niemcy cofają nas na koniec kolejki , kto w końcu przegrał wojnę ?? Zadajemy sobie pytanie…. spoko stwierdziliśmy , że kochamy ich mimo wszystko . Jako ostatnich bukują nas w samolocie , ach ta przyjaźń , nie jest źle siedzimy obok siebie. Sześć godzin i jesteśmy w Katarze . Samolot spoko, podają whisky , dają prezenty dzisiaj to rzadkość. Na lotnisku kilka rozdań w makao z nowo poznanymi znajomymi (pozdrowienia dla Andrzeja , Marzanny i ich przyjaciół powodzenia na targach w Hong Kongu). Czytaj dalej
Od Redaktora Naczelnego
Znowu się udało , samolot nie spadł a my szczęśliwie lądujemy w Amsterdamie , tak jesteśmy w domu (w końcu jesteśmy europejczykami). Temperatura 0° stopni… zakładamy na siebie wszystko co mamy i ruszamy w drogę. Większość z nas odsypia w samochodzie różnicę czasową tylko Marek i Waldek gnają do przodu. Godz.19 Piętnasty Południk zamawiamy staropolskie ruskie pierogi i żurek w chlebie bo niestety buritos tutaj nie podają , do domu jeszcze godzina nie możemy się doczekać. Przez następne kilometry przebijamy sie przez zaspy , opalenizna jakby trochę przybladła … tak to nasza wspaniała wiosna. Czytaj dalej
Prawie Ostatni Dzień
Rano bez większych problemów (jedyne 275 $ za zbitą przednią szybę – ten cholerny 13-sty !!!) oddajemy naszego dzielnego busika , zrobiliśmy nim ponad 4000 km i trochę się z nim zżyliśmy, co niektórzy wygnietli w zagłówkach ślad głów. Był nam przez ten czas takim domem na kółkach. Luz-blus , luz-blus cały dzień spędzamy na plaży poprawiając opaleniznę i kąpiąc się w turkusowym morzu karaibskim, wieczorem małe zakupy parę pamiątek i buteleczka tekilli dla rodzinki ,potem pożegnalna kolacja, co niektórzy trochę przesadzili z tym opalaniem i ponownie trzeba się było wspomagać żelami chłodzącymi , chłopaki robią jeszcze nocny spacer po mieście , zaprzyjaźniając się z miejscową policją, fajny spokojny dzień. Czytaj dalej
Gdzieś pomiędzy chmurami
Budzą nas odgłosy dżungli i jeden mały budzik ,szum kaskady Misol Ha zachęca do porannej kąpieli, przyjemnie orzeźwiająca woda, daje energię na cały dzień. Ruszamy w stronę Palenque, chyba najbardziej malowniczego ze wszystkich stanowisk archeologicznych dawnych Majów. Cudownie zachowane ruiny, otoczone zielenią tropikalnego lasu, błękit nieba i historia wykuta w kamiennych hieroglifach.”Król Pakal założył miasto 11 marca 431 roku”, czy to może jacyś pozaziemscy przybysze stworzyli to miejsce? , a władca uwieczniony na płaskorzeźbie w kabinie kosmicznego statku z aparatem tlenowym w ustach , nie leci na spotkanie z Bogami z nieba. Zwiedzamy, podziwiamy, zastanawiając się trochę nad przemijaniem . Kończymy pięknym spacerem wzdłuż rzeczki w otoczeniu cudnej przyrody. Nasz cel na popołudnie to leżące nad Zatoką Meksykańską malownicze miasto Campeche. Czytaj dalej


Filipiny
Najnowsze komentarze