Kilka dni spędzonych nad morzem minęło szybko ,dla porządku trzeba tylko odnotować , że Beatę i Jacka chciały zjeść szczury , a dokładniej ich plecaki , gdzie nieopatrznie pozostawili nasze żelazne zapasy żywności , zapasy trafiły do kosza , a w plecakach pojawiło się kilka dziur , teraz już mają swoją historię. W środę popołudniu wyruszamy autobusikiem do Pethein , przerzucają nas szybko i późnym wieczorem trafiamy do Agga Youth Hotel w Yongun . Nasz hotelik położony jest na skraju chińskiej dzielnicy . Gęsta , kilkupiętrowa zabudowa , pomiędzy przecznicami ulic piętrzą się stosy śmieci, kolejne uliczki mają swoja specjalizacje , są więc owocowe , tekstylne , żelazne , barowe , fryzjerskie itd. Wszędzie tłoczą się ludzie , jest ich tu ponoć ponad 5 milionów , odrapane fasady , rozlatujące się tynki , dziury w chodnikach , w które można schować się z przysłowiową głową i zalegające wszędzie stosy śmieci , dużo wałęsających się bezdomnych psów. W powietrzu zaś mieszają się zapachy , różne , czasami po prostu nos urywa. Czytaj dalej
Dziennik z wyprawy
Z Wizytą w Stolicy
W Stronę Morza
Noc minęła szybko, jedziemy dość komfortowym autobusem, trzy siedzenia w rzędzie, prawie kładzione fotele, o 6 rano docieramy do byłej stolicy Myanmar. Dworzec Aung Mingalar położony jest na obrzeżach Yangun . Łapiemy więc ,po krótkich negocjacjach taksówki ,by dotrzeć do dworca HlaingThar Yar, z którego wyruszają autobusy na wybrzeże, taksówki gubią się ,przeżywamy chwile niepokoju, szczęśliwie znów jesteśmy w komplecie i szybko przerzucamy plecaki do autobusu i jedziemy sześć godzin, tym razem nie jest za komfortowo, siedzimy na końcu, gorąco silnika gotuje nam prawie (tym co mają) jajka. Kilometr ciągnie się za kilometrem, droga -choć trudno to coś do końca tak określić, wije się poprzez spalone słońcem pustkowia. Kręci serpentynami przez nagle wyrosłe wzgórza. Czytaj dalej
Magiczne Jezioro
Jezioro Inle , to drugie pod względem wielkości jezioro Mjanma,,ma 22 km długości,11 szerokości,jest bardzo płytkie, ze wszystkich stron otoczone górami,położenie na ok 800 mnpm , sprawia że noce i poranki mogą tu być zimne,wokół jeziora i na jeziorze mieszka ok 70 tysięcy ludzi. Rano Aye Ko wraz z wujem, czekają na nas przy hotelowym pomoście. Słońce dopiero wstaje, chłód poranka i pęd powietrza sprawia , że opatulamy się w koce znajdujące się na łódce. Na wodach kanału trwa już duży ruch, mało jest jeszcze tylko łodzi z turystami. Kończy się kilkukilometrowy kanał prowadzący do jeziora i dopływamy do tradycyjnie ubranych rybaków-artystów ,którzy pozują turystom do zdjęć. Jesteśmy sami więc starają się nas zaciekawić, pokazują złowione ryby, kosze –saki, kilka ostatnich zdjęć i płyniemy w stronę miejscowości Kaung Daing. Czytaj dalej
Inle Lake łodzią i rowerem
Rano! Pakujemy się do pickupa ,plecaki na dach .Objeżdżamy teren Bagan zbierając kolejnych turystów podobnie jak my ruszających w stronę jeziora Inle. Robi się cokolwiek ciasno więc kulimy się starając zająć jak najmniej miejsca. W końcu po godzinie docieramy do dworca ,przepakowujemy się . Autobus warcząc i sapiąć cierpliwie pnie się przez serpentyny dróg. Po ośmiu godzinach docieramy do Nyaungshwe. Miasteczko połączone kanałem z Inle jest główną bazą wypadową nad jezioro. Zakwaterowujemy się w hoteliku Quinn Inn ,przy samym kanale. Mnóstwo długich łódek ,długie promienie zachodzącego słońca, widok niczym w Wenecji. Czytaj dalej
Bagan… kraina pagód
Po pięciu godzinach jazdy autobusem, docieramy do miejsca magicznego. Miejsca , które jest pierwszym obowiązkowym punktem nawet najkrótszej wizyty w Birmie. Na rozległej równinie Irawadi pomiędzy XI-XIII powstało ok. 12 tys. świątyń. Historia świątyń związana jest z królem Anawrahta. Zbudowane z drewna, piaskowca i cegły głosiły chwałę nowo przyjętej religii- buddyzmu. Do naszych czasów dotrwało ok. 2,5 tysiąca tych stworzonych przede wszystkim z cegieł. Zlokalizowane na ok. 40 km kwadratowych sprawiają niesamowite wrażenie. Wyobrażcie sobie ,że zgromadzono w jednym miejscu kościoły i kapliczki z połowy Polski. Czytaj dalej
Mandalay i cztery stolice
Birma a może Myanmar, bo taka nazwa też występuje , jeszcze kilka lat temu był dla nas egzotycznym marzeniem a teraz stoimy w kolejce do odprawy w Mandalay . Po przejściu kilku punktów kontrolnych stoimy na birmańskiej ziemi . Birma jeszcze rok temu była dostępna tylko drogą lotniczą a dzisiaj można też pokonać granicę lądem i to w czterech miejscach. Zmiany w Birmie zachodzą tak szybko , że jest to widoczne na każdym kroku , czy to dobre ??? Zachodnia cywilizacja wkracza milowymi krokami niosąc ze sobą dużo dobra ale też i zła któremu ciężko będzie się oprzeć ludziom , którzy mają inne priorytety , uczucia i oczekiwania. Moim zdaniem jest to nieuniknione a historia oceni to za jakiś czas. To by było na tyle co do birmańskiej teraźniejszości a może już przeszłości. Wracając do nas to po wyjściu z lotniska kierujemy się do hotelu, który wyjątkowo wcześniej zarezerwowaliśmy. Czytaj dalej
Kolejna przygoda rozpoczęta !!!
Nasza podróż zaczęła się jak zwykle od dotarcia do lotniska w Berlinie . Nasz wysłużony bus szczęśliwie dowozi nas na parking nieopodal lotniska ,plecaki na plecy i już czekamy w kolejce do odprawy. Lot mamy do Bangkoku z międzylądowaniem w Abu Dabi . Wszystko przebiega bardzo sprawnie, jesteśmy na miejscu , kolejna wiza w paszportach i po chwili mkniemy taksówkami na Khao San . Pani w recepcji hotelu D&D rozpaczliwie wolno wprowadza nasze dane , za nic mając nasze błagalne miny, zmęczenie. Upalne powietrze wysysa z nas resztki sił, pomimo że jest 20-sta a termometry wskazują 32 stopnie. Czytaj dalej
W drodze do domu :-)
Szybko minęły trzy tygodnie naszego wyjazdu, pokonaliśmy ok 2000 kilometrów autobusami, pewnie z dwieście taksówkami, kilkanaście na własnych nogach, odbyliśmy 14 przelotów samolotowych( tak naprawdę jeden mniej, ale poco kusić los), pływaliśmy pirogami i promai , jechaliśmy ekwadorską koleją. Choć prognozy nie były optymistyczne , towarzyszyło nam prawie cały czas słońce, powodując , ze co nie którzy dwa razy zmienili skórę(nie mylić ze zmianą charakteru), towarzyszyły nam też dobre humory, pomagając przetrwać czasami naprawdę trudne chwile i jeszcze raz Czytaj dalej
Taganga, czas leniuchowania, krótki , naprawdę krótki blog
Od dwóch dni nic nie robimy , smażymy się na plaży, schładzamy w falach morza karaibskiego, pijemy miejscowe piwko Columbiana, zajadamy pysznymi owocami morza, ……i bardzo , bardzo do Was tęsknimy. Czytaj dalej
Tysiąc Zakrętów do Cali

Wrzucamy spakowane jeszcze wieczorem plecaki do taxi i już o 6 rano ruszmy w stronę dworca autobusowego w Luacatanga .Rozpoczyna się jeden z trudniejszych momentów naszej wyprawy, najpierw pokonujemy w kilka godzin drogę do kolumbijskiej granicy, samo jej przekraczanie nie nastarcza zbytnich trudności, plecaki na plecy i do przodu, najpierw zabierają nam po stronie ekwadorskiej żółte karteczki (dostaliśmy je wjeżdżając , kiedy to było?!) i pieczątkują paszporty , przechodzimy dwieście metrów i meldujemy się przy okienkach graniczników kolumbijskich, pieczątki , i …….to już wszystko.Zostawiamy plecaki w masakrycznym hosteliku w Ipiales, i jedziemy zobaczyć nieodległe Sanktuarium Las Lajas, miejsce kultu maryjnego, niezwykle popularne w całej Ameryce południowej, taka nasza madonna z Częstochowy.Sam ołtarz wkomponowany jest w skalę na której dokonywały się objawienia, do ołtarza dobudowano niezwykły kościół na moście zawieszonym nad głębokim kanionem, wzdłuż drogi prowadzącej do świątyni, na skałach umocowano setki tabliczek z podziękowaniami za uzdrowienia i opiekę miłosiernej Marii, Oczywiście wokół kwitnie również różnego rodzaju biznes, skutecznie pomagając utrudzonym turystą pozbyć się zgromadzonych pieniędzy. Czytaj dalej

Filipiny
Najnowsze komentarze