Mandalay i cztery stolice

DSC08389Birma a może Myanmar, bo taka nazwa też występuje , jeszcze kilka lat temu był dla nas egzotycznym marzeniem a teraz stoimy w kolejce do odprawy w Mandalay . Po przejściu kilku punktów kontrolnych stoimy na birmańskiej ziemi . Birma jeszcze rok temu była dostępna tylko drogą lotniczą a dzisiaj można też pokonać granicę lądem i to w czterech miejscach. Zmiany w Birmie zachodzą tak szybko , że jest to widoczne na każdym kroku , czy to dobre  ???  Zachodnia cywilizacja  wkracza milowymi krokami niosąc ze sobą dużo dobra  ale też i zła któremu ciężko będzie się oprzeć ludziom , którzy mają inne priorytety , uczucia i oczekiwania. Moim zdaniem jest to nieuniknione  a historia oceni to za jakiś czas. To by było na tyle co do birmańskiej teraźniejszości a może już przeszłości. Wracając do nas  to po wyjściu z lotniska kierujemy się do hotelu,  który wyjątkowo wcześniej zarezerwowaliśmy. Z reguły tak nie robimy,  wolimy raczej zaskoczenie bo jak to ktoś kiedyś wyśpiewał  …najważniejsze są dni których jeszcze nie znamy … Marek jak zawsze stanął na wysokości zadania, było tanio i przytulnie . Kolejne kroki kierujemy w poszukiwaniu lokalnej kuchni aby uciszyć burczenie w brzuchu . Jest! Znaleźliśmy,  jeszcze tylko trzeba przeczytać menu a to oczywiście same bałwanki i kółeczka.  Na pomoc dostajemy zdjęcia lokalnych przysmaków i po chwili zajadamy się nieco pikantnymi potrawami. Ponieważ  dotarliśmy do Mandalay dość wcześnie i mamy zaplanowany tylko  jeden  pełny  dzień pobytu , poświęcamy popołudnie  na   zwiedzanie  miasta małym busikiem- taxi.  Jedziemy  zobaczyć  kilka  buddyjskich świątyń,  na koniec docieramy do Wzgórza  Mandalay  od  którego miasto wzięło nazwę. Podziwiając zachód słońca i rozmawiając z ciekawymi  innych  ludzi, młodymi mnichami. Wizyta w miejscowym markecie napawa nas optymizmem . Butelka lokalnej(całkiem niezłej jak się okazało ) whisky to ok. 2 $. Robimy  małe zakupy a obsługa hotelowa  przygotowuje  nam  wcześniej  kupione owoce. Dzieląc się  pierwszymi  wrażeniami kończymy  definitywnie dzień. Rano  wstajemy bez  bólu  głowy!!!Po  śniadaniu  łapiemy pickupa i  jedziemy  do  rzecznego  portu z którego  odpływają stateczki do jednej  z czterech  starych  stolic Birmy. Słynnego  z olbrzymiej  pagody Mingun. Port nad  największą rzeką kraju  Irawadi tętni  pełnią życia. Prostota i koloryt  miejsca  powala.  Do  nabrzeża pozbawionego  jakiejkolwiek  infrastruktury (po prostu  brzeg  rzeki) cumują statki ,cały  załadunek  odbywa  się  ręcznie. Niesione przez  kilku  mężczyzn olbrzymie bele  palmowych mat  mocowane  są  na  dachu  łódki. Piasek potrzebny  pewnie  do  budowy trafia  na brzeg  niesiony  w dużych  koszach na  głowach  kobiet  i dzieci. Inna  łódź ładowana jest  owocami. Wszędzie  ruch  i   gwar. Ostatnie  sprzątanie robiła  chyba  tu sama rzeka podczas  jesiennego  monsunu. Pora na  nas.  Po chybotliwej desce-trapie trafiamy  na  nasza  łódkę, lekka  rzeczna  bryza daje  wytchnienie. Po godzinie  przed nami  majaczy  monstrualna  ruina  pagody Mingun. Gdyby  ja ukończono  miała by 150 metrów , ale  astrolog  przepowiedział królowi  po   zakończeniu  budowy  rychłą śmierć  (chyba legenda?) więc  ma  dzisiaj tylko 50. Ogromna zniszczona trzęsieniem  ziemi bryła  podstawy, dostępna jest  tylko na boso. Rozgrzane cegły  parzą  w  stopy  z  nieba  leje  się  żar. Schodzimy na  dół. Nagabywani przez  nietypowych  taksówkarzy oferujących  transport  na  wozach  ciągniętych  przez  woły  ,docieramy  do  ponoć  największego  na  świecie dzwonu. Mosiężny  90  tonowy  olbrzym , mile  brzmi  spiżowym  brzmieniem.  Jeszcze biała jak  mleko  pagoda  na końcu  wsi  i wracamy na  łódź. Później  do  Mandalay. Gorąco  masakrycznie, około  40  stopni. Po popołudniowej drzemce jedziemy  zobaczyć  słynny  tekowy  most U-Bein w Amarapura jednej  z byłych  stolic kraju. Most  ma  ok 1,2 km i  jest  najdłuższą tego  typu  konstrukcją na  świecie.  Powstał  w połowie  19-stego  wieku a  do  jego stworzenia  wykorzystano pale  z  przenoszonego pałacu  królewskiego. Łączy  brzegi  jeziora i  jest  niezwykle  popularnym  miejscem wycieczek  zarówno   miejscowych jak  i  turystów. Wszyscy czekamy  na  zachód słońca ,który  może  nieco  rozczarowuje, ale  korzystając z  okazji  podnosimy  nieco  naszą  wiedzę  o  lokalnych  trunkach. Marek  wkręca się  do towarzystwa  przy  sąsiednim  stoliku. Jak  się  okazuje to trzech  braci, częstują  nas  miejscowym specjałem Gold Royal Whisky-niezłe. Wracamy  i sprawdzamy  następną knajpę  a  właściwie pijalnię  piwa , cmokamy  co  chwilę wedle  miejscowego  zwyczaju  na  kelnera, bo  lokalne  piwo przekąszane  orzeszkami smakuje  nam  wyśmienicie, umilając oczekiwanie na  zamówione  dania. Porcje  okazują  się  ogromne  i   fantastycznie  smaczne, a  zupa Tom Yan na  długo  pozostanie  wzorcem.

 

Okiem obiektywu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kwiaty dla Buddy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Woda to życie , napić można się wszędzie w Birmie ale kto się odważy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chcę oglądać twoje nogi…nogi…nogi…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czemu u nas tak nie wyglądają …

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jacek kupił nowe auto do Klimatexu , gdzie nakleimy reklamy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niedziela birmański dzień kobiet…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hallo Taxi

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chłopaki z dzwonkiem

DSC08400

Most z drewna tekowego , prawie 200 lat i nadal stoi…

  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za plecami menu , bałwanki , zawijaski i kółeczka…

 

Categories: Dziennik z wyprawy | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Mandalay i cztery stolice

  1. Dzwon jest może i największy ale ten najcenniejszy leży gdzieś na dnie Bałtyku:)
    A Marek jak zwykle na boso, a później robaka będzie truł alkoholem po powrocie. Pozdrowienia dla całej ekipy!

  2. Dorota

    Zdjęcia bajeczne! Dzwon jest po prostu olbrzymi! Robi niezwykłe wrażenie!
    Wypicie za zdrowie Helenki, babcia przesyła pozdrowienia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: