Wędrujemy, dalej i dalej ,nasz główny cel dzisiaj to rynek niedzielny w Chichinetango. Nasz nieomylny do tej pory ,niezastąpiony , wspaniały i przystojny prawie jak ci co grali w paletki na plaży w Playa organizator , tym razem dostał zaćmienia i zawiózł nas do jakiegoś innego miasta o podobnej nazwie , zaliczamy ponadplanowe 1000 zakrętów i docieramy ,w końcu do targu. Gwar, gorąco, ścisk, palące się na schodach wejściowych do kościoła ognisko, kultura mayańska miesza się z potrzebą dnia codziennego, a każdy chce zarobić , negocjacje zaczynają się gdzieś w kosmosie ,a kończą w rzeczywistości portfela, można kupić wszystko , zjeść, pomodlić się, kolorowe stroje okolicznych mieszkańców, bajeczne maski, kukurydza, fasola, piękne twarze rzeźbione przez życie, niezapomniana atmosfera czyli Marcado w Chichinatengo . Czytaj dalej
Dziennik z wyprawy
Za górami za lasami…
Powoli w stronę Meksyku
Pełni oczekiwań i żądni nowych wrażeń ,chłopaki biegną w poszukiwaniu przystani z łodziami i….. jak zawsze gdy człowiek ma do wydania parę groszy to znajdzie się zaraz ktoś kto je od ciebie weźmie ….po 30 metrach znajduje nas travelmen -Sergio, z najlepszą propozycją na świecie ,po długich negocjacjach Marek płaci 50% procentową zaliczkę i …..zaczyna dobrze padać ,podejmujemy jednak próbę. zwiedzamy twierdze San Filipe, wyspę ptaków i ruszamy naszą łódeczką w stronę Livigstoon, kap,kap…kap, jeszcze próbujemy, ale w końcu poddajemy się. Czytaj dalej
Z Belize do Gwatemali
Kolejny dzień znowu te same buźki ale trzeba jakoś wytrzymać 🙂
Skoro świt Marek i Waldek ruszają na dalsze poszukiwania warsztatu reszta przewraca się z boku na bok w łóżkach. Warsztat nie budził początkowo zaufania, jednak właściciel staje na wysokości zadania zakleja dziury a szczelność sprawdza w rzece. Pakujemy auto i ruszamy na rekonesans. Ludzie okazują się bardzo życzliwi chętnie pozują do zdjęć czarno-białych !!! fajnie byłoby zostać dłużej aby poczuć tą specyficzną atmosferę niestety jak to mówią komu w drogę temu czas do Gwatemali czyli kolejna granica do pokonania. W drodze dogania na pech ( bo to dzisiaj 13.03.2013) mimo wspaniałych umiejętności kierowcy kamień pyk i szyba sruuuu… trzeba użyć lakieru. Czytaj dalej
Kierunek Belize
Z góry przepraszamy za przerwy na łączach !!! brak internetu w 21 wieku ????
Pobudka , śniadanko i już mkniemy naszym białym rumakiem w kierunku Belize a konkretnie do Gales Point małej miejscowości położonej kilkadziesiąt kilometrów na południe od Belize City. Pogoda trochę się popsuła lecz jesteśmy dobrej myśli. Po drodze robimy krótki postój w Cenot Azul nad brzegiem Lago Bacalr , robimy też małe zakupy na miejscowym targowisku , chłopaki kupują płyty Cd ze stu siedemdziesięcioma nagraniami ciszy , jeszcze raz potwierdziło się powiedzenie nie kupuj kota w worku czy też płyty w opakowaniu !!! Czytaj dalej
Z Playa do Xcalak
Budzikom śmierć … wstajemy i po śniadanku a dokładnie po mexicana scramble (jajecznica z warzywami) ruszamy do wypożyczalni odebrać nasz wehikuł ,którym ruszymy w naszą wymarzoną podróż. Similare –czyli mniej więcej taki sam (w kontrakcie z wypożyczalni )okazał się Chevroletem Expresem na 11 osób -słowem miód malina, duża moc silnika i wir w baku, teraz nasz busik – dom na 11 dni . Po godzinie jesteśmy gotowi do drogi. Pierwszym miejscem które odwiedzamy są ruiny miasteczka majów Tulum , malowniczo położone nad brzegiem morza ,widoki zapierają dech, gorąco,pot płynie po … dlatego też postanawiamy zaraz po zwiedzaniu ochłodzić się w morzu , które tutaj na Półwyspie Jukatan ma przepiękny turkusowo szmaragdowy kolor niczym z folderu biura podróży . Czytaj dalej
Playa Del Carmen – Turystyczny Paradise
Po długim Dniu Kobiet w planach mamy leżenie bykiem na la playa , Marek z Waldkiem postanowili jednak poleżeć pod wodą i ruszyli na nurkowanie , wybór padł na cenot Chakmur ( cenot to zbiornik wody zgromadzonej w wypłukanych przez wodę podziemnych jaskiniach) Wspaniała przyroda , niesamowicie krystaliczna i przejrzysta woda gdzie widoczność dochodzi do 200m. To jest to co misie lubią najbardziej. Czytaj dalej
To już dzisiaj
Z domu startujemy o 17.oo, przed nami 1000 km do Amsterdamu, potem 8.500km samolotem i na koniec 50 km taksówką z Cancun do Playa Del Carmen. Jazda samochodem minęła sprawnie , znowu się udało , ok.4.oo docieramy na lotnisko w Amsterdamie .Oczywiście w trakcie jazdy o północy uroczyście rozpoczynamy obchody Dnia Kobiet ,kobiety stawiają flaszkę , do odlotu 3 godz. faceci stawiają flaszkę , w trakcie kobitki robią sobie drobne prezenty w sklepie wolnocłowym, my też , jest ok. Czytaj dalej
Początkowe odliczanie 3.2.1… i !!! Bienvenidos a Mexico
Ledwo co żegnaliśmy się z Azją , a tu już niedługo będziemy się witać z Meksykiem. Na myśl o wspaniałych zapachach meksykańskiej kuchni żołądek zaczyna mocniej pracować , a wątroba czeka na pierwszy łyk tequilli z limonką. Teraz zostało już tylko dopięcie wszystkich spraw na miejscu , potem pakowanko… i w drogę.
A bym zapomniał , linie lotnicze wprowadziły pewne zmiany !!!
Końcowe odliczanie !!! Czyli Bangkok…bye…bye…
Nasze marzenia się spełniają i znowu możemy rozkoszować się makaronem pad thai na ulicy Khao San , wszystkie kosztowane po drodze nie były tak dobre. Ponowne spotkanie z Bangkokiem jest prostsze, mamy już swoje ulubione stoiska, swój nieco na uboczu położony bar, próbujemy tam wziąć pokoje, ale standard nie spełnia oczekiwań nawet naszych bagaży.Spokojnie coś się znajdzie ,na razie zimne piwo pozwala złapać nieco oddechu.Kwaterujemy się w Willi Cha Cha…..i na zakupy,stragany wabią jedzeniem,owocami i tysiącem niepotrzebnych tzw .pamiątek z podróży,ulegamy wydając ostatnie zaskórniaki. Czytaj dalej
Z Bangkoku do Bangkoku…. czyli tam i z powrotem
Wszystko co dobre musi się niestety kiedyś skończyć , a więc również nasz pobyt w Kambodży ,ale czeka nas jeszcze jedna atrakcja, nasz niestrudzony organizator(Marian Travel poleca się) ma dla nas niespodziankę. Pobudka wcześnie rano i ruszamy w kierunku jeziora Tonle Sap ,by zobaczyć, tzw . wodne wioski. Najpierw dobrą godzinę mkniemy naszymi poczciwymi tuk tukami ,później zabiera nas w rejs po żółtych wodach kanału łódka – oj nie za wielka –Jacek zmieniając pozycje prawie doprowadza do katastrofy morskiej, po półgodzinie jesteśmy na miejscu, i kolejna frajda podpływają po nas łódeczki i miejscowe kobiety zabierają nas w podróż po wsi i lesie. Czytaj dalej


Filipiny
Najnowsze komentarze