Nosem diabła El Nariz del Diablo , Vulcano Cotopaxi

OLYMPUS DIGITAL CAMERARankiem pobudka, …..ktory to już raz skoro świt , o 7-mej mamy do odbioru bilety na pociąg do miejscowości Simbambe, trasa wykorzystywana przede wszystkim turystycznie, prowadzi bajecznym, krętym szlakiem, dając nam możliwość podziwiania cudownych krajobrazów centralnej Sierry, podróżują z nami niezwykłe Seniority z Guayaquil, wyposażone w przenośną kolumne rozkręcają zabawę w calym wagonie, po chwili orientujemy się że jesteśmy na imprezie urodzinowej, dziewczyny porywają nas wszystkich do tańca, dając nieźle czadu, urodzinowy tort smakuje wybornie i muszę jeszcze tylko dodać -dla porządku……. że seniora będąca w wieku swoich koleżanek obchodziła …..74 urodziny.Zabawa zresztą dopiero się zaczyna ,na końcowej stacji czeka na nas grupa indian prezentująca lokalne tańce, ubrani w tradycyjne stroje, pięknie wyrażają w tańcu opowieść o prostocie i trudach ich życia. …by po chwili porwać nas do tańca, Marka duzy nos wpadł chyba w oko jednej indiance , bo mu nie odpuszcza i ciagnie do każdego tańca, Jacek formuje wesolego tanecznego węża i już cały plac jest nasz.Gwizd lokomotywy przypomina nam , że pora wracać, machamy do naszych indiańskich znajomych i ruszamy w drogę powrotną do Alausi.Jak prawie zawsze w podróży po Ekwadorze, autobus mamy dosłownie za minutę, jedziemy w stronę Luatacangi, kolejnego miasta leżącego w Aleji Wulkanów, malowniczość trasy ponownie zachwyca nas, najpierw tkany różymi odcieniami gleby i zieleni barwny dywan pól z gdzieniegdzie pochylonymi sylwetkami rdzennych mieszkańców tych ziem, następnie w wyższych partiach gór rozległe szmaragdowo zielone pastwiska , gdzie na stokach wypasają się owce, krowy, konie.Jeszcze najwspanialszy malarz, słońce, promieniami przebijającymi się za chmur pozłaca wszystko…..pięknie. Po prawie czterech godzinach jesteśmy u celu, wyrzucają nas znowu przy Panamericanie, po chwili siedzimy juz w taksówkach, po drugiej chwili kwaterujemy się w hotelu Cotopaxi przy głównym placu Latacunga.Wlaściciel biura , gdzie bookujemy jutrzejsze zdobywanie Wulkanu Cotopaxi, poleca nam lokalną knajpę z miejscowym daniem chugchugara, czyli kukurydza, popkorn, słodkie pierożki, banan pieczony, kawałki mięsa wieprzowego i pieczona niczym prażynki świńska skóra, niezłe. Jeszcze wieczorny spacer po gwarnych ulicach miasta , poszukiwanie kawiarni , turniej karciany w pokoju Beaty i Jacka, i spać. Rano zaczynamy od poznania naszego przewodnika na dzisiejszy dzień Diego,chłopak łapie punkty u naszych pań, młody, smagły, no i …..obcy, uzupełniamy garderobę o rękawiczki i ruszamy. Zaczynamy od wizyty w wiosce Saquisili, senna miejscowość ożywa w każdy czwartek, w ten dzień z okolicznych wiosek przybywają indiagenos,by handlować nieomal wszystkim, od bawełny, owoców, kolorowych ubrań po lamy, alpaki,świnie, owce, gwar i koloryt miejsca i ludzi zachwyca.Wsiadamy do naszego na ten dzień ,terenowego nissana i jedziemy w stronę drugiego pod względem wielkości i popularności parku narodowego Ekwadoru, rejonu chronionego Cotopaxi, mijamy bramy parku, wspinamy się wyżej, przy małym muzeum Diego opowiada nam o niszcycielskich siłach drzemiących w wulkanach połozonych wzdłuż Aleji , Cotopaxi to najwyższy czynny wulkan świat niomal 5900 metrów, w nieodległych wiekach jego wybuchy obracały w zgliszcza okoliczne miasta i wsie, dokładnie 100 lat temu ostatni raz wylewał potoki lawy, teraz tylko pomrukuje , o niebezpieczeństwie przypominają widoczne w całej Latacunga tablice podobne do drogowych tyle, że informujące o kierunkach ewakuacji w przypadku wybuchu wulkanu.Wzmacniamy się herbatą z lisci coca i ruszamy do najwyżej położonego parkingu, jesteśmy na 4500 metrów, wiatr chloszcze nas zimnymi powiewam, ubieramy wszystko co mamy i rozpoczynamy wspinaczkę do położonego na wysokości 4860-(tyle samo ma najwyższa gora Europy Mont Blanc ),schroniska.Wokół tylko szara pustynia, poprzecinana czerwonymi kanionami lawowymi, pod stopami miałki pumeks, ktory utrudnia wspinaczkę, duża wysokość i mała ilość tlenu sprawia, że stawiamy powolne , małe kroki, każdy większy wysiłek, powoduje , ze serce mocniej bije i brak tchu.Wszyscy dzielnie docierają do celu, Waldek i Marek z Diego ruszają dalej , by dotrzeć na 5000 metrów, do granicy lodu, do miejsca skąd mozliwe jest zdobywanie szczytu, już tylko w specjalnym ekwipunku.Wulkan łaskawie ukazuje nam swoje oblicze, i spoza rozstepujących się chmur, możemy podziwiać surowe piękno tej niebotycznej góry.Zmęczeni , ale szczęśliwi, po krótkim lanczu, wracamy do miasta, żegnamy przesympatycznego przewodnika……i , po raz pierwszy w tej podróży , robimy sobie przerwę na popołudniową drzemkę.

 

Z kącika podróżnika

OLYMPUS DIGITAL CAMERATrudno opisać pięknego tysiącami odcieni zieleni krajobrazu Sierry,.Panamericana, dzieli kraj linią biegnącą z północy na południe, i chociaż droga często biegnie na wysokości 2 -3 tysięcy metrów nad poziomem morza to w miarę łagodnie wije się wzgórzami, po prawej i lewej stronie wznoszą się wyniosłe szczyty wulkanów, badający tę krainę w 1820 roku wielki niemiecki uczony Humbolt nadał jej nazwę Aleji Wulkanów, u ich podnóża powstały liczne mista i wsie, bo żyzne stoki rodzą bogactwo tej ziemi, mieszkańców nie zniechęca naprawdę realne zagrożenie, przyzwyczaili się i może stąd ich pracowitość i pogoda ducha, podczas całego 2 tygodniowego pobytu spotykaliśmy się tylko z uprzejmością i pomocą ekwadorczyków, nie odczułem też zadnego zagrożenia, chociaż trzeba jak zawsze zachować zdrowy rozsądek i ostrożność, zwłaszcza w dużych miastach , typu Quito .Łatwość komunikacji zaskakuje, nigdy nie czekaliśmy na kolejny autobus dłużej niż 10 minut, podróżowanie jest tanie, ma to niewątpliwie związek z bardzo tanim paliwem, diesel kosztuje 1,05 $……..ALE ZA GALON(ok 4 nasze litry),benzyna 1,48,, ponoć w Wenezueli jest jeszcze taniej, i za galon płaci się 8 centów, raj .W miastach zaskakują , zwlaszcza na przedmieściach liczne budynki ze sterczącymi w niebo zbrojeniami, okazuje się, że z braku pieniędzy budują tylko pierwsze piętro, następne wzniosą gdy zapracują, wygląda to dość koszmarnie, cała zabudowa zresztą, może poza centrami jest dość chaotyczna i przypadkowa. Podróżując po Ekwadorze koniecznie trzeba zaglądać na lokalne targi, ktore odbywają się w wielu miejscach w różnych dniach tygodnia, próbować lokalnej kuchni, właściwie nie zdarzyło się nam trafić w coś co nam nie smakowało, zajadać przepysznymi owocami, pomidorami.Kawę podają w specyficzny sposób, na stół trafia filiżanka gorącego mleka, do którego można w zależności od gustu wsypać kawę lub kakao.Pogoda sprzyjała nam przez cały okres pobytu, i poza dwoma deszczowymi porankami w Baños , cały czas towarzyszyło nam słońce, czasami chowające się za chmurami, temperatury na poziomie naszego polskiego lata.W Ekwadorze od 2000 roku płaci się dolarami amerykańskimi, które zastąpiły wcześniejsze surce, dzięki temu opanowano inflację, a turystą jest o wiele łatwiej, dużo cen jest z centowymi końcówkami, solidnie wydawanymi przez sprzedawców.Ceny poza stolicą są bardzo przyjazne za pokój(ogromny , mogliśmy przenocować w 6) w hotel w Alausi płacimy 30$,w Latacunga przy gl. placu Hotel Cotopaxi 25 $,piwo duże Pilsaner w knajpie 1,5 $,za czapkę na targu Suquiasil 4$,jednodniowa wyprawa na wulkan Cotopaxi 30$,ogromna sałatka warzywna 5$,Ekwador nie jest krajem dla smakoszy pizzy, mała 8, średnia 12, duża familire 16 dolarów, kilo pomidorów i truskawek na targu 1$,lody -duża gałka 0,8 $,bilet na podróż turystyczną trasą pociągiem z Alausi 25$-drogo ale nam się podobało, autobus to ogólnie ok 1 dolara za godzinę jazdy.Wczasie całego pobytu nie spotkaliśmy poza wspominanym Rafałem, żadnego polaka, ogólnie najczęściej w autobusach jesteśmy jedynymi obcokrajowcami.Muszę jeszcze wspomnieć o niezwykłych zwyczajach panujących w tutejszych autobusach, na wszelkich możliwych przystankach wsiadają wszelkiego rodzaju sprzedawcy oferujący i zachwalający różne przysmaki do jedzenia, lody, gotowe ciepłe posiłki, owoce, chrupki, orzeszki, od czasu do czasu zdarzają się też sprzedawcy różnego rodzaju cudownych maści, jest w czym wybierać……..Ekwador jest piękny i godny polecenia, a przy budżetowym gospodarowaniu , może być bardzo tanią dobrą destynacją(kierunkiem),wskazana jest chociaż minimalna znajomość hiszpańskiego , bo w wielu miejscach, nawet hotelach posługują się tylko tym językiem.

Pescador

Okiem obiektywu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wars wita nas….

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłumacząc napis z lokomotywy  Ekwador kocha życie…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miejscowi niechętnie się fotografowali , a nawet pokazywali języki…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kobiety chętniej ustawiały się do zdjęcia…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widoki z pociągu zapierały dech w piersiach…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Polacy też tu byli…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedzie pociąg z daleka … wykonanie Ekwadorskie…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ekwadorczycy bardzo są bardzo przyjaźni co widać na każdym kroku…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Wulkan Cotopaxi  , doszliśmy na wysokość  4864 m to tyle co największy szczyt w Europie , nie było lekko…

 

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 A to już 5000 m i początek lodowca pokrywającego wulkan

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Jak na życzenie Cotopaxi pokazał się w pełnej krasie … wg przewodnika mieliśmy jak zwykle szczęście…

Categories: Ameryka Środkowa 2014 - Ekwador,Kolumbia, Dziennik z wyprawy | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Nosem diabła El Nariz del Diablo , Vulcano Cotopaxi

  1. Janek

    Janek.
    A może byście tak coś wydali ? Można by poczytać „do poduchy”
    zamiast wpatrywać się w monitor.
    Wracajcie i do pióra.
    Pozdrawiam.

  2. Maciej

    SUper zdjecia ! Czekamy i tęsknimy 🙂 wszystko u nas ok 🙂

  3. Bodzio

    BIENVENIDO A COLOMBIA
    cześć kochani,podobno jesteście nad morzem,będziecie mieli trochę odpoczynku chyba że Marek coś Wam wymyśli :))))),
    U nas pogoda brzydka,zimno i pada deszcz,brrrrr.,kochani tęsknimy,wsiadać do samolotu i do domu
    PÓZNIEJ SIĘ ODEZWĘ
    pozdrawiiam
    Bodzio

  4. cudowne fotki i chwile których nie zapomnicie do końca życia !!!!! Szczęśliwego powrotu do domku i już pewnikiem planujecie kolejną Wielką Przygodę ;D Pozdrawiam i do zobaczenia w PL

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: