Z domu startujemy o 17.oo, przed nami 1000 km do Amsterdamu, potem 8.500km samolotem i na koniec 50 km taksówką z Cancun do Playa Del Carmen. Jazda samochodem minęła sprawnie , znowu się udało , ok.4.oo docieramy na lotnisko w Amsterdamie .Oczywiście w trakcie jazdy o północy uroczyście rozpoczynamy obchody Dnia Kobiet ,kobiety stawiają flaszkę , do odlotu 3 godz. faceci stawiają flaszkę , w trakcie kobitki robią sobie drobne prezenty w sklepie wolnocłowym, my też , jest ok. Czytaj dalej
To już dzisiaj
Początkowe odliczanie 3.2.1… i !!! Bienvenidos a Mexico
Ledwo co żegnaliśmy się z Azją , a tu już niedługo będziemy się witać z Meksykiem. Na myśl o wspaniałych zapachach meksykańskiej kuchni żołądek zaczyna mocniej pracować , a wątroba czeka na pierwszy łyk tequilli z limonką. Teraz zostało już tylko dopięcie wszystkich spraw na miejscu , potem pakowanko… i w drogę.
A bym zapomniał , linie lotnicze wprowadziły pewne zmiany !!!
Końcowe odliczanie !!! Czyli Bangkok…bye…bye…
Nasze marzenia się spełniają i znowu możemy rozkoszować się makaronem pad thai na ulicy Khao San , wszystkie kosztowane po drodze nie były tak dobre. Ponowne spotkanie z Bangkokiem jest prostsze, mamy już swoje ulubione stoiska, swój nieco na uboczu położony bar, próbujemy tam wziąć pokoje, ale standard nie spełnia oczekiwań nawet naszych bagaży.Spokojnie coś się znajdzie ,na razie zimne piwo pozwala złapać nieco oddechu.Kwaterujemy się w Willi Cha Cha…..i na zakupy,stragany wabią jedzeniem,owocami i tysiącem niepotrzebnych tzw .pamiątek z podróży,ulegamy wydając ostatnie zaskórniaki. Czytaj dalej
Z Bangkoku do Bangkoku…. czyli tam i z powrotem
Wszystko co dobre musi się niestety kiedyś skończyć , a więc również nasz pobyt w Kambodży ,ale czeka nas jeszcze jedna atrakcja, nasz niestrudzony organizator(Marian Travel poleca się) ma dla nas niespodziankę. Pobudka wcześnie rano i ruszamy w kierunku jeziora Tonle Sap ,by zobaczyć, tzw . wodne wioski. Najpierw dobrą godzinę mkniemy naszymi poczciwymi tuk tukami ,później zabiera nas w rejs po żółtych wodach kanału łódka – oj nie za wielka –Jacek zmieniając pozycje prawie doprowadza do katastrofy morskiej, po półgodzinie jesteśmy na miejscu, i kolejna frajda podpływają po nas łódeczki i miejscowe kobiety zabierają nas w podróż po wsi i lesie. Czytaj dalej
Kambodżańskie Czary Mary
Sobota rano…pobudka,tuk tuki punktualnie stoją pod hotelem,aby zawieżć nas na przystań skąd mamy wyruszyć do Siem Reap. Jedziemy głodni nowej przygody,w koncu rejs statkiem po rzece Tonle Sap to nie byle co… chusty mające chronić nasze spieczone ramiona, w pogotowiu… tabletki przeciwko mdłościom, w torebce…dojeżdżamy…a tu rozczarowanie, bilety zabukowali nam na następny dzień,ale właściciel hotelu czując się winnym pomyłki śpiesznie rezerwuje nam bilety na autobus!!! Jedziemy więc na przystanek,jakie jest nasze zdziwienie kiedy okazuje się,że będziemy jechać 7 godzin z lokalsami,bez wentylacji o klimatyzacji nawet nie wspomnimy. Czytaj dalej
W Królestwie Kambodży
Sajgon przywitał nas pozytywnie, odprawa na lotnisku poszła bardzo sprawnie o dziwo nikt nas nie nagabywał. Po półgodzinie siedzieliśmy już w pokoju hotelowym przy odkażaczu * . Odkażanie pół godziny i już leżymy w łóżkach bo o ósmej rano startujemy do Phnom Penh . No i jest Kambodża kolejny etap naszej podróży, od razu rzuca się w oczy że są to zupełnie inne klimaty niż Wietnam, docieramy spokojnie do Phnom Penh oczywiście tradycyjnie łapiemy dwa TukTuki (tutaj wyglądają inaczej jak kareta ciągnięta Komarkiem) i lądujemy w przytulnym hoteliku o rzut beretem od Pałacu Królewskiego. Mieliśmy spotkać się królem ,na wiadomość że przybywamy…… król zmarł , poddani bardzo kochali króla, stypa będzie trwała trzy miesiące. Czytaj dalej
Wietnam !!! czyli … Hanoi – Hue – Hoi an – Sajgon
Jesteśmy ponownie w Hanoi ,zostawiamy bagaże w hotelu i biegniemy na miasto coś przekąsić ,krążąc po uliczkach starego miasta ,zaglądamy ludziom w talerze próbując znaleźć coś ciekawego, widać po nas głód ,bo jeden z klientów baru zaprasza Marka do stołu (,nie wie co robi-już po chwili ,Marek poznaje jego brata i żonę, wyjada im co nie co z garnka………….. i gdybyśmy mieli tylko trochę czasu to w super okazyjnej cenie mielibyśmy masaż ,bo ten młody człowiek okazuje się właścicielem salonu masażu i fantastycznym znawcą piłki nożnej ,zna naszych Ba Landzkich (Ba Landa tak brzmi nazwa naszej ojczyzny po Wietnam) kopaczy z Borusii. Zostajemy i warto było ,teraz na pociąg . Czytaj dalej
Goodbye Laos , Gooooood Mooooorning Vietnam !!!
I znowu się udało, wylądowaliśmy, radości nie było końca , lecz szybko nam przeszło znowu próbują nas przekręcić (uwaga na taksówkarzy) i cholera znowu im się udało (ale trochę utargowaliśmy w końcu jesteśmy Polakami). Szybko śpimy i pod opieką lokalnego przewodnika pana Hai udaje się nam przejść na drugą stronę ulicy , kto był to wie o czym piszemy. W wielkim upale przeciskamy się przez gęste powietrze i gęsto jeżdżące skutery, ryksze i tysiące ,tysiące hanoiczyków .W czteromilionowym mieście jeździ 2,5 mln skuterów. Pan Hai objaśnia nam różne aspekty życia Wietnamczyków i pokazuje nam najciekawsze miejsca stolicy. Czytaj dalej
Wat ,Wat i… kolejny Wat słowem dwa dni w Luang Prabango
Marek czytając ostatni wpis prosił o korektę, że Luang Prabang to nie małe miasteczko tylko stutysięczne miasto , chyba już z nim nie wytrzymamy (musimy go znosić bo trzyma kasę). Ruszyliśmy rano zgodnie z planem, czyli o 6 .00 wynajętym busem, kierowca pędził jak szalony po czymś drogo podobnym, dużo dziur… czasami rzadko bo rzadko trafiał się asfalt, za to widoki wynagradzały wszelkie niewygody, cudowne krajobrazy tropikalnych gór, wzdłuż drogi wsie Hmongów , prymitywne domostwa i pełno ,pełno uśmiechniętych dzieciaków- prąd bywa w tych stronach luksusem, po 6 godzinach jesteśmy w LUANG PRABANG .Hotelik ,który zaproponował nasz kierowca zdaje się nam za odległy od centrum, robimy godzinną rundę po mieście i stwierdzamy ,ze może jednak nie jest tak daleko(a te 50 $ zaoszczędzonych na każdym pokoju-wydamy na lepszy cel-masażyk, kola itp.) Czytaj dalej
Motobajki ! Kajaki ! Dętki
Podróż autobusem przepełnionym turystami nie należała do przyjemnych. Kierowca pędził jak szalony po dziurawej drodze…w końcu jednak szczęśliwie dojechaliśmy. Vangvieng miejscowość turystyczna pełna restauracji, sklepików i motorynek oraz dzieci na rowerach. Ulokowaliśmy sie w przyjemnym hoteliku i po krótkim odpoczynku wynajęliśmy motobajki. Posługując sie planem nakreślonym przez tubylca wyruszamy w stronę wodospadu…niestety, nie znaleźliśmy go pomimo tego ze dzielnie przedzieraliśmy sie przez błota i stada krów, ale było fajnie. Dla poprawienia kondycji ciała, prawie codziennie korzystamy z azjatyckich masaży (rewelacyjny relaks). Czytaj dalej



Filipiny
Najnowsze komentarze