Sobota rano…pobudka,tuk tuki punktualnie stoją pod hotelem,aby zawieżć nas na przystań skąd mamy wyruszyć do Siem Reap. Jedziemy głodni nowej przygody,w koncu rejs statkiem po rzece Tonle Sap to nie byle co… chusty mające chronić nasze spieczone ramiona, w pogotowiu… tabletki przeciwko mdłościom, w torebce…dojeżdżamy…a tu rozczarowanie, bilety zabukowali nam na następny dzień,ale właściciel hotelu czując się winnym pomyłki śpiesznie rezerwuje nam bilety na autobus!!! Jedziemy więc na przystanek,jakie jest nasze zdziwienie kiedy okazuje się,że będziemy jechać 7 godzin z lokalsami,bez wentylacji o klimatyzacji nawet nie wspomnimy. Czytaj dalej
Dziennik z wyprawy
Kambodżańskie Czary Mary
W Królestwie Kambodży
Sajgon przywitał nas pozytywnie, odprawa na lotnisku poszła bardzo sprawnie o dziwo nikt nas nie nagabywał. Po półgodzinie siedzieliśmy już w pokoju hotelowym przy odkażaczu * . Odkażanie pół godziny i już leżymy w łóżkach bo o ósmej rano startujemy do Phnom Penh . No i jest Kambodża kolejny etap naszej podróży, od razu rzuca się w oczy że są to zupełnie inne klimaty niż Wietnam, docieramy spokojnie do Phnom Penh oczywiście tradycyjnie łapiemy dwa TukTuki (tutaj wyglądają inaczej jak kareta ciągnięta Komarkiem) i lądujemy w przytulnym hoteliku o rzut beretem od Pałacu Królewskiego. Mieliśmy spotkać się królem ,na wiadomość że przybywamy…… król zmarł , poddani bardzo kochali króla, stypa będzie trwała trzy miesiące. Czytaj dalej
Wietnam !!! czyli … Hanoi – Hue – Hoi an – Sajgon
Jesteśmy ponownie w Hanoi ,zostawiamy bagaże w hotelu i biegniemy na miasto coś przekąsić ,krążąc po uliczkach starego miasta ,zaglądamy ludziom w talerze próbując znaleźć coś ciekawego, widać po nas głód ,bo jeden z klientów baru zaprasza Marka do stołu (,nie wie co robi-już po chwili ,Marek poznaje jego brata i żonę, wyjada im co nie co z garnka………….. i gdybyśmy mieli tylko trochę czasu to w super okazyjnej cenie mielibyśmy masaż ,bo ten młody człowiek okazuje się właścicielem salonu masażu i fantastycznym znawcą piłki nożnej ,zna naszych Ba Landzkich (Ba Landa tak brzmi nazwa naszej ojczyzny po Wietnam) kopaczy z Borusii. Zostajemy i warto było ,teraz na pociąg . Czytaj dalej
Goodbye Laos , Gooooood Mooooorning Vietnam !!!
I znowu się udało, wylądowaliśmy, radości nie było końca , lecz szybko nam przeszło znowu próbują nas przekręcić (uwaga na taksówkarzy) i cholera znowu im się udało (ale trochę utargowaliśmy w końcu jesteśmy Polakami). Szybko śpimy i pod opieką lokalnego przewodnika pana Hai udaje się nam przejść na drugą stronę ulicy , kto był to wie o czym piszemy. W wielkim upale przeciskamy się przez gęste powietrze i gęsto jeżdżące skutery, ryksze i tysiące ,tysiące hanoiczyków .W czteromilionowym mieście jeździ 2,5 mln skuterów. Pan Hai objaśnia nam różne aspekty życia Wietnamczyków i pokazuje nam najciekawsze miejsca stolicy. Czytaj dalej
Wat ,Wat i… kolejny Wat słowem dwa dni w Luang Prabango
Marek czytając ostatni wpis prosił o korektę, że Luang Prabang to nie małe miasteczko tylko stutysięczne miasto , chyba już z nim nie wytrzymamy (musimy go znosić bo trzyma kasę). Ruszyliśmy rano zgodnie z planem, czyli o 6 .00 wynajętym busem, kierowca pędził jak szalony po czymś drogo podobnym, dużo dziur… czasami rzadko bo rzadko trafiał się asfalt, za to widoki wynagradzały wszelkie niewygody, cudowne krajobrazy tropikalnych gór, wzdłuż drogi wsie Hmongów , prymitywne domostwa i pełno ,pełno uśmiechniętych dzieciaków- prąd bywa w tych stronach luksusem, po 6 godzinach jesteśmy w LUANG PRABANG .Hotelik ,który zaproponował nasz kierowca zdaje się nam za odległy od centrum, robimy godzinną rundę po mieście i stwierdzamy ,ze może jednak nie jest tak daleko(a te 50 $ zaoszczędzonych na każdym pokoju-wydamy na lepszy cel-masażyk, kola itp.) Czytaj dalej
Motobajki ! Kajaki ! Dętki
Podróż autobusem przepełnionym turystami nie należała do przyjemnych. Kierowca pędził jak szalony po dziurawej drodze…w końcu jednak szczęśliwie dojechaliśmy. Vangvieng miejscowość turystyczna pełna restauracji, sklepików i motorynek oraz dzieci na rowerach. Ulokowaliśmy sie w przyjemnym hoteliku i po krótkim odpoczynku wynajęliśmy motobajki. Posługując sie planem nakreślonym przez tubylca wyruszamy w stronę wodospadu…niestety, nie znaleźliśmy go pomimo tego ze dzielnie przedzieraliśmy sie przez błota i stada krów, ale było fajnie. Dla poprawienia kondycji ciała, prawie codziennie korzystamy z azjatyckich masaży (rewelacyjny relaks). Czytaj dalej
Dalej w drogę…
Jak można zaobserwować na mapie przemieszczamy się dosyć intensywnie. Po nocy spędzonej w pociągu , gdzie rano serwowano nam śniadanie do łóżka ruszamy dalej wykorzystując różne środki transportu ,trochę TukTukiem, trochę na własnych nogach, jeszcze kawałeczek minibusem, przekazywani z rąk do rąk , prowadzeni przez tajną laotańską przewodniczkę ,dając zarobić wszystkim po drodze , robimy wszystko by w końcu postawić nasze stopy w Laosie. Stolica Vientiane powitała nas transparentami jako delegatów 13 go sympozjum gospodarczego Azja-Europa. Czego to człowiek się dowiaduje o sobie, że jest politycznym VIP-em. Trochę gorąco w tej sennej stolicy małego azjatyckiego państewka. Czytaj dalej
Wieczorkiem w Bangkoku…
Wieczorkiem, pierwszego dnia naszej cudownej wyprawy, po kolacji zaszyliśmy się w pokoju Basi i Waldusia w celu sympatycznego rozluźnienia atmosfery… i tak drink po drinku robiło się coraz bardziej miło, chłopcy zaczęli grać w karty… a my dziewczyny uderzyłyśmy na najbardziej rozrywkową jak się póżniej okazało ulicę w mieście. Khaosan knajpka przy knajpce, sklep przy sklepiku i wszechobecne stoiska ze smacznym jedzonkiem. Nieopodal naszego hotelu znajdują się dwa lokale z których uderzała muzyka, ruszyłyśmy więc w tany co trochę zmieniając towarzystwo do zabawy… nagle pojawili się nasi panowie Marek i Jacek bo Walduś, odpadł… po intensywnej grze w karty, dlatego też nie pamięta jak zakończył się sobotni wieczór…
W niedzielny poranek wszyscy spotkaliśmy się na śniadanku w naszej hotelowej kafejce. Potem krótkie zakupy i dalej tuk tukiem (tuk tuk -miejscowy środek transportu, skrzyżowanie skutera z rikszą) pojechaliśmy zwiedzać Bangkok. Czytaj dalej
Lecieliśmy,Lecieliśmy,Lecieliśmy,Lecieliśmy,Lecieliśmy……
Lecieliśmy,lecieliśmy….i dolecieliśmy!!! Obolali cali ale szczęśliwi…nareszcie w Bangkoku!!! Po wyjściu z lotniska uderzył nas 30st upał… Podróż do hotelu upłynęła nam w luksusowej TAXI (Waldi jechał w luku bagażowym, przywalony plecakami)… Nie uwierzycie taksówka osobowa 5 miejsc a my w szóstkę+kierowca i sześć naszych plecaków+35 km..ale jak tanio i zostało na makaron!!!Mieszkamy na Khaosan w Palace Hotel cokolowiek to znaczy po tajsku?Hotel ma basen i kilka innych atrakcji np. sniadanie rozpoczyna się o 7.00 a kończy… o 15.00 Czytaj dalej
Przygoda rozpoczęta !!!
Jest 2.11.2012 testujemy fińskie linie lotnicze FINNAIR … humory dopisują…jak to zwykle po coli.Na lunch mają podawać stek z renifera z mikołajowego orszaku… prezenty na Boże Narodzenie będą trochę spóźnione!!! Czekamy na przerzut do Bangkoku… Czytaj dalej


Filipiny
Najnowsze komentarze