TRZY DNI W RAJU – z wizytą u Marka i Ani

Na pewno tu jeszcze wrócimy

Na pewno tu jeszcze wrócimy

Czas, nieubłagany towarzysz naszej podróży(podróży w każdym wymiarze), upływa szybko,zwłaszcza w tak zacnym towarzystwie, powoli zbliżamy się do końca naszej przygody.

Porannym lotem docieramy ponownie do Manili, która jest główną osią komunikacyjną pomiędzy filipińskimi wyspami , Marek szybciutko załatwia dla nas taxi-busa, bo upał osłabia i ruszamy w stronę Batangas. To spore miasto i duży port przeładunkowy około , 100 km na południe od stolicy Filipin. Szczęśliwie nie trafiamy na traffic i już po dwóch godzinach docieramy do terminalu promowego i tu musimy wykazać się opanowaniem , bo z wszystkich stron , krzyczą coś , żądają czegoś , wywierając na nas presje , próbując sprzedać nam bilety ,

Takimi łodziami podróżuje się między wyspami

Takimi łodziami podróżuje się między wyspami

zmusić do wyboru kompani promowej , choć do terminalu jest jeszcze z kilometr. Opanowujemy sytuacje i już po chwili jesteśmy tam gdzie zamierzaliśmy dotrzeć. Promy-właściwie powiększone wersje naszych łódek z El Nido odpływają co godzinę, ta z nami na pokładzie rusza po piętnastu minutach, jeszcze podpływają małe łódeczki, kilkuletni malcy wspinają się na ogromne bambusowe pływaki naszej łódki, popisując się niesamowitą sprawnością, proszą o pieniądze, dostają z nieprzebranych zapasów moich przyjaciół cukierki. Ruszamy, a mali pływacy, jeszcze chwilę towarzyszą nam, po czym z gracją skaczą do wody, wszystko to w basenie portowym,wśród pływających dużych łodzi , to jest inny świat.

Puerto Galera Beach Club czyli u Mrka i Ani

Puerto Galera Beach Club czyli u Mrka i Ani

Morze sprzyja ,więc już po półtorej godzinie , zawijamy do niewielkiego terminalu w Puerto Galera , po chwili rozsypującym się busikiem , pędzimy w stronę Białej Plaży , troszkę dalej , tam gdzie kończy się droga stromym zjazdem w dół , odnajdujemy Dom – od kilku miesięcy Ani i Marka , hotel Puerto Galera Beach Club-a właściwie Sunny Resort Beach. Mały hotelik , to projekt Marka , realizacja jego niespożytej energii i pasji podróżniczej oraz odważne sięganie do marzeń.  Ania towarzyszy mu i wspiera wprowadzając pozytywną energię , rozpieszczając gości wspaniałymi ciastami. Przyjmują nas serdecznie i cudownie goszczą .

Na upał najlepsze jest zimne piwko...

Na upał najlepsze jest zimne piwko…

Kolejne dni wypełniamy łapaniem ostatniego odcienia opalenizny na Talipanana Beach , snurkowaiem , nurkowaniem na cudownych rafach , masażami , kończąc każdy dzień przy szklaneczce rumu i rozmawiając o naszych polskich sprawach, o marzeniach , tęsknocie , o wspólnych znajomych , wsłuchując się w szum morza i szelest wiatru w liściach palm , mocny pełnią księżyc , złoci łódki zacumowane w zatoce. Kolejne dni , to również poznawanie okolic , (dziewczyny twardo plażują) wypożyczonymi motorkami wjeżdżamy na stoki Malasimbo-chyba trzeciego szczytu Filipin.

Na kolację polecamy rybę Lapu Lapu

Na kolację polecamy rybę Lapu Lapu

Zwiedzamy Sabang , Puerto Galerę , oraz położoną 5 minut od hotelu wioskę. W tej pięknej , zadbanej wsi , gdzie w skromnych wykonanych z bambusowych mat chatkach , mieszkają wieloosobowe rodziny , pozbywamy się ostatnich lizaków. Wieś jest pełna małych dzieciaczków , kogutów siedzących na czubkach drzew i psów. Jest oczywiście szkoła , boisko do gry w kosza , która to dyscyplina jest najbardziej narodową i wszędzie nawet w górskich wioskach zawieszone są kosze , a boiskiem często jest droga ,

Filipińczycy w kosza grają od małego

Filipińczycy w kosza grają od małego

we wsi jest publiczna toaleta i mały bazarek , gdzie można kupić wyplatane na miejscu naczynia i maty .

Ostatnia kolacja u Ani i Marka , pięknie przystrojone stoły , ubrane w delikatne światło lamp naftowych i pochodni , wypełniają się owocami morza , które zakupiliśmy na rybnym bazarze w Puerto Galera , wspaniale przygotowane i podane , dopełnione białym winem……cóż jesteśmy przecież w raju.

Świnki też mają rajski żywot póki nie skończą jako schabowy

Świnki też mają rajski żywot póki nie skończą jako schabowy

Ostatni poranek , poświęcamy na poprawianie przyrody , po ostatnim tajfunie, piękna palma na hotelowej plaży , położyła się , niszczona przez turystów , dzieciaki , umiera powoli. Podejmujemy próbę , podkopania jej i postawienia , okazuje się , że nie jest to takie proste , po godzinie machania łopatami do akcji wkracza koparka , po następnej godzinie palma , dumnie powiewa pióropuszem liści , zdobiąc hotelową plażę , oby się przyjęła.

Ostatnie promienie słońca na Talipanan Beach

Ostatnie promienie słońca na Talipanan Beach

Pakujemy plecaki , dziękujemy Ani i Markowi za opiekę i gościnę , zostawiamy kawałek nas i naszych serc na pięknej białej plaży Talipanan Beach. Najpierw łódka , później przyjemny van prowadzony przez przesympatycznego Fernando i po pięciu godzinach jesteśmy na terminalu lotniczym , jeszcze tylko 12 godzin lotu do Stambułu i 3 godzinny lot do Berlina…..i już jesteśmy z Wami w naszych domach.

Jeszcze tylko podniesiemy palmę i do domu

Jeszcze tylko podniesiemy palmę i do domu

Dziękuje Wam Moi Przyjaciele , dziękuje , że chcecie być towarzyszami mojej podróży….. Marek

 

 

 

 

 

Z kącika podróżnika

Pescador

Pescador

może komuś się przyda……

Filipiny to wyspiarski kraj , 7107 wysp rozsianych na bezmiarze oceanu,główne i bardziej znane to stołeczna Luzon , Bohol , Cebu , Mindanao , Palawan i dziesiątki innych (ok 900 zamieszkałych) . Polacy przybywający na Filipiny i posiadający bilet powrotny nie potrzebują wizy na 21 dniowy pobyt. Język urzędowy to angielski i jeden z języków filipińskich Tagalog. W Polsce kraj ten kojarzy się głównie z tajemniczą chorobą na , którą zapadł jeden z naszych prezydentów i może niektórym z dyktaturą Marcosów. Filipińczycy to wieloetniczny , duży naród jest ich ok.95 milionów , a jeszcze ok 12 milionów , pracuje i mieszka poza Filipinami.  Ponieważ to kraj wyspiarski to większość podróży można realizować liniami lotniczymi , szybko (tani przewoźnicy Air ASIA,Cebu Pacyfic, Philippino air line , bilety kosztują średnio ok 40-50 $)  i zdecydowanie wolniej , trochę taniej , bardzo rozbudowana siecią promową.

Poszczególne pobliskie wyspy , łączą również liczne , przeróżnej wielkości łodzie,wszystkie od najmniejszych , po te naprawdę duże , posiadają wykonane jedną techniką , boczne bambusowe pływaki , nadające im niesamowity wygląd i mocno ograniczające bujanie. Ze względu na wyspiarskość Filipin , logistyka przejazdów zajmuje sporo czasu , większość miejsc wydaje się bezpieczna , tylko najbardziej na południe wysunięta Mindanao,ma złą sławę. Zamieszkana przez mniejszość muzułmańską , jest teatrem wieloletniego konfliktu , który pochłonął przez dziesiątki lat , kilka tysięcy ofiar , zdarzają się tam również porwania dla okupu , my tam nie jedziemy. Wybieramy za to najbardziej topowe miejsca , Czekoladowe Wzgórza , Tarasy Ryżowe , EL Nido , piękne plaże Pangalao i Mindoro. Podróżowanie jest łatwe , tylko jak we wszystkich tego typu miejscach na świecie , trzeba uzbroić się w cierpliwość i szeroki uśmiech , a propozycje cen za usługi i zakupy , traktować jako wyjściowe i spokojnie negocjować , negocjować . Typowa rodzina filipińska liczy 10-12 dzieci , szczególnie wsie , są bogate w dzieciaki , uroda ludzi urzeka , wszyscy uśmiechają się i są bardzo mili . W stołecznej Manili żyje ok 12 milionów mieszkańców , w godzinach szczytu miasto dosłownie eksploduje , a wielogodzinne korki na zapełnionych trycyklami , jeepneyami i motorkami ulicach są normą , którą jakoś szczególnie tu się nikt nie przejmuje . Hiszpańscy kolonizatorzy pozostawili w spuściźnie religie katolicką (ok 90 %)  i wiele hiszpańskich słów. Okupujący Filipiny od końcówki XIX wieku , Amerykanie sprawili , że urzędowym jest angielski , a Filipińczycy zdają się kochać wszystko co zachodnie , amerykańskie. Sportem emitowanym na trzynastu kanałach telewizji jest koszykówka , a podstawowe ubrania to t-shirt , krótkie spodenki (z hiszpańskiego pantalones) i klapki . Boiska do koszykówki , usytuowane są w najbardziej zaskakujących miejscach. Po dyktaturze Marcosów w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych , teraz dość regularnie odbywają się wybory prezydenckie , właśnie teraz trwa kampania wyborcza i nasz kierowca Ferdynando , mocno kibicuje swojemu kandydatowi pochodzącemu z okolic Banaue . Życie tu nie jest proste , rodziny muszą się bardzo wspierać , kierowca naszego vana z El Nido , opowiada ,że na samochód kosztujący ok 700 tysięcy peso (jakże hiszpańskie) złożyła się cała rodzina i jeszcze zaciągneli 5-letni kredyt w banku. Wracając do pieniędzy , jeden złoty to ok.12 peso , za dolara dostaniemy ok 46 peso , za wodę mineralna (0,5 l.) płacimy ok 20 peso , za piwo w butelce 40 peso(kaucja zwrotna 5 peso) , pija się głównie San Miguel i Red Horse , butelka bardzo popularnego rumu , występującego w różnych odmianach , regular , dark,white , to min, 100-120 peso za 0,7 l. , czyli barrrrrrdzo tanio , za posiłek w knajpie płacimy ok.150-200 peso , kuchnia filipińska nie urzekła nas jak tajlandzka , ale da się przeżyć , zwłaszcza jedząc niestety już droższe owoce morza i ryby , króluje kurczak , albo wieprzowina asado , czyli grillowana i moczona w słodkawym sosie . W większych miastach jest dużo Mc Donaldów , KFC , Jollibee-czyli miejscowych maców ,wszędzie jest mnóstwo małych sklepików-kiosków , gdzie można dostać podstawowe produkty , oczywiście podstawą każdego dania jest ryż . Paliwo jest tańsze niż w Polsce,litr diesla to ok. pół dolara,benzyna ok 38 peso (0,7$ ) , za hotele ze śniadaniem płacimy średnio ok 1800-2000 peso , można oczywiście taniej i drożej , nurkowanie w Pangalao-ok 50 $ -dwa nurki ,w El Nido nurkują 3 razy i życzą sobie 80$ , w sąsiadującej z Marka hotelem rosyjskiej bazie De Luna płacimy za dwa nury 65 $ , transfery są umowne , ale np. za kurs do El Nido z Puerto Pricessa – ok.4000 peso , z Manili do Batangas za vana 3500 peso. Jeżeli chcemy wybrać się na całodzienny hopping island to , w zależności od trasy płacimy 1200-1400 peso , wypożyczenie skutera na cały dzień ok 400 peso. Na lokalnych lotniskach pobierana jest opłata,tzw.  Fee terminal -200 peso osoba-loty lokalne , 700 peso loty międzynarodowe , nie płaciliśmy nigdy tej opłaty w Manili. Filipińczycy zarabiają ok 200 dolarów miesięcznie , podstawowe produkty nie są tanie , a wszystkie eksportowane spoza Filipin , koszmarnie drogie , kilo ziemniaków kosztuje ok 12 złotych , banany są trochę droższe od sprzedawanych w Polsce , kilo ryby(w zależności od gatunku) od 20-30 zł za kilogram , arbuzy 70 p/kilogram , ananasy (przepyszne)  100-120 p/sztuka , pizza w El Nido ok. 300-400 PESO /średnia . Ważne dla miłośników masaży , są one ogólnie dostępne i kosztują ok 400-500 peso za godzinę . Wszelkie niedogodności równoważą wspaniali uśmiechnięci Filipińczycy , cudowne szmaragdowe morze , białe łachy plaż , nad którymi powiewają zielone pióropusze palm. Jeżeli potrzebujecie więcej informacji,proszę o kontakt , dziękuję również wszystkim cierpliwie (o ile dotarli do końca) czytającym kącik . Słowem kończąc po filipińsku-salamat po = dziękuję bardzo

Pescador

Categories: Dziennik z wyprawy, Filipiny 2016 | 1 komentarz

Zobacz wpisy

One thought on “TRZY DNI W RAJU – z wizytą u Marka i Ani

  1. Anonim

    …bo przestane pisać,,wiem że trzeba było malować pisanki,wstawać na rezurekcje…ale bez przesady ,zero komentarzy,….oj niedobrze,niedobrze,pozdrawiam i życzę wszystkim pięknych świąt . m

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: